Blog
Kontrola emocji

Jak grać z lepszym od siebie? 🙂

Wchodzisz na kort, wiedząc i zakładając, że nie masz większych szans. Grałeś już z tym przeciwnikiem i wtedy kompletnie Cię rozbił.
„A co, jeśli nie wygram ani jednego gema i zejdę z kortu z wynikiem 0–6, 0–6?”

Wpadasz w pułapkę katastrofizacji i tworzenia najgorszych możliwych scenariuszy. Twoja głowa projektuje horror z Tobą w roli głównej.

Skoro „wiesz”, że przegrasz, zaczynasz się denerwować jeszcze przed meczem, bo znowu „będziesz wyglądać źle”, przegrywając z tym samym rywalem. Z takim nastawieniem i towarzyszącym mu napięciem koncentracja oraz pewność siebie znikają. Skupiasz się na tym, jak źle zagrasz — i dokładnie tak zaczynasz grać.

I później — jakby na potwierdzenie — w meczu wcale nie jest lepiej. W pierwszych gemach nie grasz dobrze, szybko przegrywasz 0–3, choć rywal wcale nie wygląda na aż tak dobrego, jak go zapamiętałeś. 

Co zrobić, aby skutecznie grać z faworytem i nie wywieszać białej flagi przed meczem?

Jacob Fearnley o meczu z II rundy Wimbledonu 2024 przeciwko Novakowi Djokoviciovi:
„Przed meczem z Novakiem na Wimbledonie nie mogłem spać — bałem się, że zostanę zmiażdżony. Wszędzie było go pełno i czułem się jak dziecko. Na korcie centralnym nerwy sięgały zenitu, uspokoiłem się dopiero po pierwszych piłkach.”
(Photo by Shi Tang/Getty Images)

Po prostu walcz!

Paradoksalnie bycie „skazanym na porażkę” to jedna z najbardziej komfortowych pozycji przed meczem. To sytuacja „bez ryzyka”.

Jeśli przegrasz — tak miało być.
Jeśli wygrasz — to ogromny sukces.

Problem w tym, że większość zawodników wcale tak o tym nie myśli. Najczęściej wchodzisz w mecz jako „underdog” z bardzo niską pewnością siebie. W Twojej głowie wynik jest już znany — i nie jest dla Ciebie dobry.

Poniżej przedstawię Ci wskazówki jak sobie z tym poradzić, by zagrać z faworytem na miarę swoich możliwości. 🙂

Gdy zaczął się mecz, to wtedy zrozumiałem: Novak daje ci grać, ale w tej grze jest po prostu dużo lepszy. Niepotrzebnie aż tak bardzo się stresowałem”
Photo: LTA tennis for Britain

1. Nigdy nie mów „nigdy”

Najpiękniejsze w tenisie jest to, że mecz trzeba rozegrać, żeby poznać zwycięzcę. Nic nie jest dane z góry i każdy mecz rozpoczyna się od 0:0. Nigdy nie mów, że nigdy z kimś nie wygrasz.

Wszystko jest możliwe. Skoro nierozstawieni zawodnicy pokonują graczy z Top 10 ATP i WTA, to Ty też masz dziś szansę. Punktacja w tenisie jest tak dynamiczna, a na wynik wpływa tyle zmiennych, że praktycznie każdy może wygrać z każdym.

Można być mniej utytułowanym zawodnikiem „na papierze” i mimo to wygrać mecz. Lepszy ranking nie oznacza lepszego dnia. 🙂

Mikroporadnik:

• Zrozum, że faworyt też jest człowiekiem — ma nerwy, wątpliwości i może wpaść w defensywę, jeśli wejdziesz w mecz odważnie.
• Nie musisz być lepszy „na papierze”. Wystarczy, że będziesz lepszy tego dnia — a jeszcze prościej: w następnym punkcie. To jest w Twoim zasięgu.
• Nie uciekaj od swojego tenisowego DNA. Nie musisz robić nic nadludzkiego — graj swoje, tylko odrobinę lepiej.

2. Uwierz w siebie

Sam wiesz, jak to jest z „syndromem faworyta” (piszę o tym tutaj) To wcale nie taka komfortowa pozycja. Przeciwnik ma dużo do stracenia i często na początku meczu nie gra swojego najlepszego tenisa.

Przestań gloryfikować rywala do niebotycznych rozmiarów. Przygotuj plan gry, który wykorzysta jego słabości — najlepiej od samego początku meczu. I uwierz w siebie, bo… czemu właściwie miałbyś nie wygrać? 🙂

Mikroporadnik:

• Wykorzystuj swoje atuty — a czasem uderz w najmocniejszą broń rywala. Jeśli podważysz jego „pewniak”, możesz zachwiać jego pewnością siebie.
• Sięgaj po sprawdzone techniki: przed meczem przypomnij sobie swoje najlepsze zagrania lub sukcesy — to realnie wzmacnia pewność siebie (więcej o tym tutaj)
• Dbaj o mowę ciała. Szeroka postawa, pewny krok, uniesiony podbródek. Zachowuj się jak zwycięzca — nawet wyobraź sobie, że masz na głowie koronę.

3. Nerwy do konserwy

Żeby grać dobrze, musisz obniżyć napięcie i pozbyć się lęku. Nie zagrasz na miarę swoich możliwości, jeśli będziesz nadmiernie pobudzony.

Pomyśl, co najgorszego może się wydarzyć — nie po to, by ten scenariusz zrealizować, ale żeby uświadomić sobie, że to, czego naprawdę się boisz, nie jest aż tak przerażające. Jeśli przegrasz mecz 6:0, 6:0 i to jest najgorsze, co spotyka Cię w życiu… to znaczy, że masz naprawdę luksusowe życie. 🙂

Mikroporadnik:

  • Przed meczem znajdź chwilę dla siebie: posłuchaj uspokajającej muzyki, wykonaj kilka głębokich oddechów, rozluźnij ciało (np. filmik na youtube z progresywną relaksacją Jacobsona).
  • W trakcie meczu zwalniaj tempo, oddychaj głęboko i rozluźniaj się między punktami. Używaj prostego, wspierającego i instruktażowego dialogu wewnętrznego („Spokojnie”, „Na luzie”, „Jedna piłka naraz”).
  • Graj z uśmiechem. Nic tak nie rozluźnia jak „banan” na twarzy, który wysyła do ciała jasny sygnał: jestem bezpieczny. Pomyśl też, że to prawdziwy dar — być sprawnym i móc uprawiać tak piękny sport, jakim jest tenis.

Podsumowanie:

Grając z teoretycznie silniejszym rywalem, największym przeciwnikiem bardzo często nie jest on — tylko Twoja własna głowa. Katastrofizacja, przecenianie rywala i wchodzenie na kort z gotowym scenariuszem porażki skutecznie odbierają koncentrację i szansę na pokazanie swojego prawdziwego poziomu.

Paradoksalnie pozycja „underdoga” może być komfortowa i sprzyjająca dobrej grze — pod warunkiem, że nie wywiesisz białej flagi jeszcze przed pierwszym punktem. Każdy mecz zaczyna się od 0:0, a w tenisie wystarczy być lepszym tego dnia, a czasem tylko w jednym kolejnym punkcie.

Kluczem jest pozostanie wiernym swojemu tenisowemu DNA, świadome budowanie pewności siebie, kontrola mowy ciała oraz obniżanie napięcia przed i w trakcie meczu. Gdy przestajesz gloryfikować rywala, skupiasz się na zadaniu i akceptujesz ryzyko porażki — zaczynasz grać swobodniej, odważniej i bliżej swoich realnych możliwości.

Bo dopóki nie podasz przeciwnikowi ręki — wszystko jest możliwe. 🙂